I. Chłopak
Trup otworzył oczy i nie bardzo wiedział co się działo przez ostatnie kilkanaście godzin. Lelia leżała pod stołem pochrapując cicho i przyciskając do piersi swój sejmitar, z którym nigdy się nie rozstawała. Krasnolud opierał się malowniczo o bok dogasającego kominka i mamrotał przez sen coś o skarbach ukrytych pod ziemią. Dionondel ... prawdopodobnie właścicielem nogi teatralnie zwisającej spod kołdry był właśnie elf. Ręki o wściekle czerwonych paznokciach wystających spod tej samej pierzyny Trup nie rozpoznawał. Za to rozpoznawał kilka butelek stojących na stole, na którym właśnie przed chwilą spał. Trup się domyślił, bo Trup był domyślny. Tylko głowa wściekle bolała, dlatego domyślił się dopiero po nieco bliższym zbadaniu sytuacji.
Próbując wstać, niechcący kopnął Lelię, która zaprotestowała cicho wydając z siebie coś na kształt jęku połączonego z przekleństwem. Trup nagle stwierdził, że musi koniecznie wyjść na zewnątrz, tak też próbował uczynić, jednak na drodze stanęła mu armia zdradzieckich schodów zaopatrzona w śmiercionośne balustrady uciekające przed rękami oraz przerażający, wystrzępiony chodnik, który zapewne kiedyś był czerwony, ale teraz sprawiał wrażenie szaro-brązowo-brunatno-zielono-porwanej sukienki nie na zbyt przyzwoitej damy.
Udanie się w ustronne miejsce Trup uznał za pierwszy tego dnia poważny życiowy sukces. Pod czas drogi powrotnej stwierdził, że schody jednak nie są takie złe, wręcz przeciwnie, nawet miło leży się na nich plackiem, z twarzą przyciśniętą do dywanu. Kiedy wszedł do pokoju, zastał scenę zaiste przezabawną, jednak nie zaśmiał się, ponieważ wiedział, że Lelia nigdy by mu nie wybaczyła. Dziewczyna gramoliła się spod stołu, jedną ręką ściskając sejmitar, a drugą opierając się o ławę. Po chwili ciężkiej przeprawy usiadła ciężko na ławie spuszczając głowę między ramiona i wydając z siebie jęko-przekleństwa, w litanii których dało się zrozumieć dwa słowa. „Nigdy” i „więcej”. Trup pokiwał głową ze zrozumieniem i wciągając na siebie swój długi, czarny płaszcz z kapturem zasłaniającym twarz i przysiadł się obok Lelii. Nie, żeby Trup był tajemniczy i mało towarzyski. Po prostu w dzieciństwie przeszedł ciężką ospę, która na zawsze pozostawiła ślady na jego twarzy, zmieniając ją w coś pomiędzy sitkiem a błotem. Brak urody Trup nadrabiał wiedzą i polotem. Blisko trzydziestopięcioletni mężczyzna o wysokiej, umięśnionej sylwetce większość swego młodego życia spędził studiując księgi w różnych klasztorach, potem podróżował w poszukiwaniu dzieł których jeszcze nie zgłębił, aż przeczytał wszystko, co było do przeczytania. Myślał wtedy, że jego życie straciło sens, powoli stawał się zgorzkniały, kiedy wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Poznał Lelię, dziewczynę a właściwie młodą kobietę, o przedziwnej, nie spotykanej urodzie i niebezpiecznym, szalonym błysku w oku, powtarzającą, że jeszcze tyle jest rzeczy do zrobienia i zobaczenia, że nie warto użalać się nad sobą. Uwierzył jej i podążył odkrywając świat na nowo. Od cudownej strony niebezpieczeństwa i przygody, a nie dusznych, śmierdzących zaschniętym atramentem i zjełczałym łojem sal bibliotek.
Lelia potrząsnęła głową. Krótkie kosmyki jej białych włosów zadrgały pobudzone do życia tym gwałtownym ruchem. Spojrzała na Trupa swoimi wielkimi, czarnymi oczami i lekko się uśmiechnęła.
Komu w drogę, temu czas. Powiedziała cicho i znienacka rzuciła w krasnoluda pustym kuflem znalezionym na stole. Krasnolud zwalił się ciężko na podłogę, próbując szybko zareagować na nie spodziewany atak. Gramolił się przez dłuższą chwilę, aż stanął pewnie na nogach, szczerząc się zawadiacko. Na jego policzku tkwił odcisk kamienia wmurowanego w kominek.
Dziewczyna szybkim ruchem ściągnęła kołdrę z łóżka i pokiwała głową z uznaniem taksując śpiącą tam kobietę, na widok nagiego elfa skrzywiła się z niesmakiem i zwaliła go bezceremonialnie na podłogę, na co Trup i krasnolud wybuchli głośnym śmiechem. Każdy musiał zaliczyć podłogę pijąc w towarzystwie Lelii, w taki, czy inny sposób. Następnie zaczęła powoli wdziewać swoją czarną skórzaną ćwiekownicę na cienką lnianą koszulę. Na to wrzuciła czarny płaszcz sięgający ziemi, nie założyła jednak kaptura na głowę. Ziewnęła rozdzierająco i przerzuciła przez pierś pas na którym miała pochwę z sejmitarem. Na pasku zawiesiła torbę z kilkoma potrzebnymi rzeczami.
Może byście się tak pośpieszyli? Powiedziała w kierunku bliżej nie zidentyfikowanym, krzywiąc się.
Ano! Odryknął krasnolud przypasując swój wieki topór oburęczny, który był prawie takiej długości, jak krasnolud wzrostu i zarzucając na plecy czarny płaszcz.
Dziwnie wszyscy w tej niezwykłej partii takowy posiadali. Dionondel siedział właśnie malowniczo zawinięty tylko w niego, przecierając zmęczone oczy, a jego długie jasnoblond włosy sterczały w nieładzie na wszystkie strony. Zastanawiał się intensywnie, ale jakoś nie mógł wymyślić, skąd wzięła się kobieta w tym samym łóżku, w którym spał on. Postanowił dłużej nie kłopotać swojej pięknej główki i odwrócił błękitne oczy ku Lelii z wyrazem szczerej niewinności.
Chciałbym się ubrać, czy moglibyście wyjść? Spytał.
Nie przesadzasz aby? Spytała z przekąsem Lelia, ale wyszła, a za nią Trup i krasnolud.
Elf został w pomieszczeniu sam z kobietą, która właśnie zdążyła się obudzić i przeciągała się, prezentując swoje wdzięki w całej okazałości. Dionondel spłonął rumieńcem aż po czubki swoich spiczastych uszu.
Pani, czy mogłabyś także... Zaczął niepewnie, kobieta popatrzyła na niego, jak na kogoś niespełna rozumu, następnie zaczęła się głośno śmiać.
-Panie, nie przywykłam, coby ktoś do mnie mówił „pani”.
Ale mogłaby pa... mogłabyś wyjść? Kontynuował zmieszany elf. Kobieta znowu popatrzyła na niego jak na idiotę.
Płać. Rzuciła krótko.
A... tak... Powiedział jeszcze bardziej zmieszany elf i wyjął z mieszka kilka monet. Kobieta wzruszyła ramionami i wyszła, zabierając z podłogi swoja suknię.
Elf wyplątał się z płaszcza i stanął naprzeciwko lustra stojącego przy jednej ze ścian izby, przyjrzał się sobie krytycznie, następnie wyciągnął kościany, zdobiony złotem grzebień z mieszka znalezionego gdzieś na podłodze i począł rozczesywać włosy, po czym związał je czarną aksamitką. Powoli wciągnął spodnie wykonane z cienkiej, czarnej, dobrze wyprawionej skóry. Musiał się trochę natrudzić, aby znaleźć swoją koszulę, ale w końcu zlokalizował pod łóżkiem kłębek najwyższej jakości aksamitu koloru białego i stwierdził, że to musi być ona. Strzepał ją z kurzu i założył przez głowę zawiązując pod szyja perfekcyjna kokardkę. Kiedy na koszuli znalazła się jeszcze czarna kamizelka, a na tym wszystkim płaszcz, wziął do ręki torbę, do której uprzednio schował mieszek z grzebieniem i innymi niezwykłej wagi przedmiotami, na plecach zawiesił kołczan i łuk, stwierdził, że jest gotów do drogi i opuścił izbę.
Reszta partii czekała na niego na dole karczmy, przy stole, zajęta spożywaniem śniadania. Siedzieli w towarzystwie, młodego, wysokiego chłopaka odzianego w długą białą szatę i promienie się uśmiechającego.
***
Wcześniej, poprzedniego dnia, kąpali się w jeziorze. Lelia, jak zwykle w takich sytuacjach, chwaliła się światu swoją mlecznobiałą skórą i proporcjonalna budową ciała, harmonią stalowych, jednak nie przerośniętych i nie szpecących mięśni tańczących pod skórą, sprawiając, że reszta kompanii nie mogła oderwać do niej oczu. Tylko elf siedział spokojnie na brzegu, starając się nie patrzeć, bardzo zajęty sprawdzaniem strzał i łuku. Krasnolud jedynie moczył nogi przy brzegu, a Trup, to pływał, to nurkował na przemian, trenując swoje ciało. Sielankowa atmosfera trwałaby pewnie jeszcze długo, gdyby nagle nie przerwał jej głośny chlupot a potem krzyk.
Ktoś wzywał pomocy od strony środka jeziora. Chociaż przedtem nie zauważyli, aby ktoś poza nimi korzystał z przyjemnego chłodu jeziora tego słonecznego i ciepłego letniego dnia, głos na pewno należał do człowieka. Bez zastanowienia Lelia i Trup zaczęli płynąć w tamtym kierunku, jednak niespodziewanie wyprzedził ich elf, który wskoczył do wody w ubraniu. Pierwszy też dotarł do wzywającego pomocy, którym okazał się młody, przerażony, ciemnowłosy chłopak ubrany w białą szatę. Kiedy chłopak poczuł ramiona elfa zaciskające się wokół jego torsu zemdlał.
Wyciągnięty na brzeg, nadal nie odzyskiwał przytomności, przestał także oddychać. Elf niezwłocznie zabrał się za sztuczne oddychanie. Wychodząca na brzeg Lelia chciała go odciągnąć, nazywając zboczeńcem wykorzystującym nieprzytomnych, jednak Trup powstrzymał ją kładąc jej rękę na ramieniu.
Wie, co robi. Zapewnił.
Tymczasem krasnolud przyniósł koc z ich bagażu i okrył nim chłopaka. Nieznajomy obudził się, spoglądając prosto w ciepłe oczy elfa, zarumienił się i odwrócił wzrok.
Dziękuję... Powiedział cicho.
Nie ma sprawy. Odpowiedział elf, przytrzymując nadal słabego chłopaka.- Jak ci na imię?
Ja... nie wiem... Odpowiedział nieznajomy niepewnie.
No to mamy problem. Stwierdziła Lelia.- A co pamiętasz? Jak znalazłeś się w jeziorze?
Nie wiem... naprawdę. Chłopak schował głowę w dłoniach i zaczął cicho szlochać. Elf przytulił go i spojrzał na Lelię. Kobieta już wiedziała. Znowu będą odgrywać obrońców uciśnionych, potrzebujących, sierot, wdów, dziewic, przyrody, niepotrzebne skreślić. Wzruszyła ramionami i zaczęła się ubierać.
Piekło nadało mi tego obrzydliwie dobrego, pedalskiego elfa. Przeklęła pod nosem.
Ranisz moje uczucia, usłyszałem. Odpowiedział sam zainteresowany krzywo się uśmiechając.
-A tak, zapomniałam że ta twoja ładna buźka i niewinne spojrzenie to tylko pozory.
Pewno ktoś chłopaka pałką rąbnął w łeb a mocno, no i dzieciak nic ni pamięta. Wtrącił się krasnolud próbując zażegnać szykującą się kłótnię, znaczy inteligentną i błyskotliwą wymianę zdań i poglądów na życie. Chyba mu się nie udało.
A może czas żeby zamiast lesbijskiego niewiadomo co, przywództwem zajął się kto inny? Powiedział teatralnym szeptem elf.
-Teraz to ty ranisz moje uczucia. Niewiadomo co? Przecież jestem kobietą. A może ty nie wiesz, co to kobieta?
-Chciałabyś. Nie będę mówił ile ich zagościło w moim lasku, bo byś się jeszcze zaczerwieniła, a zaczerwieniony przywódca nie wygląda jak ktoś z dużym autorytetem.
Elfie gadanie. Odwarknęła i znienacka rzuciła się na elfa, próbując założyć mu chwyt i zaczęła się głośno śmiać.- I tak cię uwielbiam.
Ja ciebie też, przecież nie podróżowałbym z tak denerwującą istotą, gdybym jej nie uwielbiał. Zawtórował jej elf.
Przepraszam... Próbował zwrócić na siebie uwagę chłopak, aktualnie uwięziony pomiędzy Dionondelem, a Lelią.
A tak... no i co my mamy z tobą zrobić? Na pewno nic nie pamiętasz? Odpowiedziała kobieta odsuwając się.
Pamiętam tylko błysk fioletowego światła i krzyk... potworny krzyk, jakby kogoś obdzierali ze skóry... nic więcej. Jąkał się chłopak.
Hmm, jak mniemam on Wskazała na elfa.- nie pozwoli mi tak ciebie zostawić, więc na razie podróżujesz z nami, nazwę cię... Chłopak!- Prawie wykrzyknęła dumna ze swoich zdolności twórczych.
Dziękuję... Niepewnie odpowiedział chłopak, nazwany Chłopakiem.
Comments (0)
You don't have permission to comment on this page.