Nauczyciela można porównać do wielu różnych rzeczy oraz zwierząt, zależy to jedynie od wyobraźni i inwencji twórczej samego porównującego oraz jego nastawienia do tejże instytucji. Oczywiście, porównanie to może być pozytywne, negatywne albo neutralne. Moje można zaliczyć chyba do tej trzeciej kategorii, chociaż na pierwszy rzut oka może się tak nie wydawać. Najlepiej pasujące porównanie moim zdaniem, to z lekka przeterminowany śledź w słoiku. Wiem, że jest to zaskakujące porównanie, jednak myślę, że trafne, w szczególności odnoszące się do starszych przedstawicieli tego szlachetnego zawodu.
Próbując porównać do czegoś nauczyciela, nieodmiennie nasuwają mi się na myśl sylwetki tychże, których dane mi było spotkać w swoim życiu, oraz doświadczyć ich starań w wychowaniu młodzieży na kogoś wartościowego z mniej lub bardziej udanym efektem.
Wieloletnie poleganie na tych samych książkach, jedynych i słusznych opracowaniach, nieomylnych pomocach nauczycielskich robi swoje. Wytycza ścieżki w umyśle, z których z czasem coraz trudniej zboczyć, coraz trudniej dostrzec, że świat się zmienia, że idzie na przód, że uczniowie też się zmieniają. Nauczyciel, jako ten śledź, święcie przekonany o swojej niezmiennej pozycji w słoiku szkoły, nie zauważający tego, że zalewa wokół staje się coraz bardziej mętna, straci przejrzystość. Przecież to zupełnie normalne i naturalne, że z upływem czasu zmieniają się umysły ludzi, tak jak zgodne z natura jest psucie się produktów spożywczych, nawet jeśli stoją w lodówce. Takie patrzenie na sprawy wynika zapewne ze złudnego poczucia bezpieczeństwa, wywołanego przekonaniem, że raz wyuczona prawda nie zmienia się nigdy, że każda zapamiętana regułka jest prawdziwa w każdej sytuacji. Takie myślenie niezmiennie doprowadza do przeświadczenia, że nauczyciel to nadistota, władca w szkole, nieodmienny autorytet i wyrocznia w każdej sprawie, a uczniowie to tylko milcząca, zafascynowana widownia, która ma słuchać i podziwiać z półotwartymi ze zdumienia ustami. Możemy zatem takie myślenie nazwać syndromem śledzia w słoiku, bo ten przecież także przekonany jest o swojej najwyższej pozycji w słoiku, patrzący z góry na cebulę oraz przyprawy.
Dla tak przekonanej o swej wyższości istoty, zauważenie, że coś się zmienia, może być ogromnym szokiem. Zdziwiony nauczyciel zauważa w pewnym momencie, że uczniowie to też myślące istoty. Nagle cebula zaczyna myśleć i nawet wysuwać własne, wcale logiczne obserwacje.
W tym momencie zaczyna się inny etap życia nauczyciela. Stwierdza, że należy zacząć integrować się z uczniami, ale uczniowie, dawno już obeznani ze śledziową strukturą nauczycielskiego fachu, nie bardzo mają na to ochotę. Wyraźnie wyczuwalny w atmosferze smrodek rozkładu zniechęca młodych do integracji, a nauczyciel stara się bardzo ukryć ten fakt pod powłoką świeżości, nie najgorszego jeszcze wyglądu. Stara się ubierać zgodnie z modą, co zwykle owocuje tym, że wygląda po prostu śmiesznie.
Postępowanie takie prowadzi do, nieuniknionego, dalszego rozkładu. Bo przecież wiadomo, że istotę rzeczy najlepiej widać, jeśli zdecyduje się ona ujawnić i pokazać wszem i wobec, przekonana o swojej świeżości. Wiadomo także, że lekko nadpsuty śledź ukryty w słoiku nie wygląda jeszcze tak źle. Gorzej, gdy wyłoży się go na talerz w celu podania. Wtedy można przeżyć naprawdę przykrą niespodziankę i zakrzyknąć ze zdumieniem „Przecież był w lodówce!”, oczywiście, uczeń wykrzyknie inne zdanie, „Przecież to nauczyciel, powinien być najmądrzejszy!”. Ale prawda okazuje się inna. Nauczyciel, wiecznie ukryty w pokoju nauczycielskim, wychodzący z niego tylko na lekcje, jak ta zagadka, nigdy do końca nie poznany, nagle okazuje się zwykłym człowiekiem, o lekko przestarzałych poglądach, nieświadomy swojego rozkładu ujawniający się światu z zadziwiającą szczerością. Oczywiście, należy przyjąć, że ma dobre intencje. Przecież śledź wyjęty ze słoika też ma dobre intencje, chce wyglądać apetycznie, smakować wszystkim, nieświadom minionej daty ważności.
Oczywistym jest i zrozumiałym, że nie można za to winić samego nauczyciela, jako osoby, tak jak nie można winić produktu spożywczego, że nieubłagane prawa natury sprawiają że się rozkłada. Należy najpierw ocenić, czy śledź, z którym mamy przyjemność, bądź nieprzyjemność, obcować jest na tyle zepsuty, że już nie da się nic z tym zrobić, czy może jednak da się jeszcze coś uratować. No bo przecież w końcu śledź, znaczy nauczyciel, też człowiek, i żeby dojść do jakiegoś sensownego konsensusu często wystarczy zwykła rozmowa. Z drugiej strony, jeśli przypadek jest beznadziejny, nie pozostaje nam nic innego, jak dać go do zjedzenia psu. Tylko żeby biedne zwierze się nie pochorowało.
Comments (0)
You don't have permission to comment on this page.